Monstra

Kiedy salwa z krazownika pomocniczego "Santa Cruz" trafila w bok transportowca "Britannia", zaloga natychmiast zorientowala sie, ze nadszedl jej koniec. Byl rok 1941, 25 marca, srodkowy Atlantyk, niska temperatura wody.
Monstra porzucaja glebiny
Niemiecki krazownik nie interesowal sie rozbitkami. Odplynal polowac na nastepna ofiare.
Fale nie byly zbyt duze i moze dlatego dwunastu ocalonych z ostrzalu, ktorym udalo sie wyskoczyc za burte, odnalazlo dryfujaca lodz ratunkowa. Zaswitala nadzieja, ze jeszcze maja szanse na uratowanie sie, choc bylo zimno, a ratunkowe zapasy male. Mimo to przy zyciu podtrzymywala ich nadzieje, ze ktorys z plywajacych "zygzakami" statkow, z licznych konwojow podazajacych do Anglii, dostrzeze ich.

Kraken

Pewnej nocy cos poruszylo spokojna ton wokol lodzi. Woda zmarszczyla sie, lekko zawirowala, a potem nienaturalnie wybrzuszyla sie. Nie bylo wiatru, obserwowali wiec zjawisko z niepokojem. Na wyjasnienie nie bylo im dlugo czekac. Woda zawirowala, jak by zawirowana od spodu ogromna dlonia i tuz obok lodzi wynurzylo sie ogromne cielsko, przypominajace nadymany, monstrualnie wielki czarny worek.
Z przerazeniem dostrzegli wielkie oczy, polozone przy jego koncu, uwaznie lustrujace ladunek lodzi. W chwile pozniej lustro wody przebily ogromne ramiona, pokryte mackami, jako zywo przypominajace wijace sie weze. Przez moment celebrowaly w powietrzu, jakby mierzac swoje sily, a nastepnie zawirowaly i opadly na najblizszego marynarza. Nim zdarzyl krzyknac, porwaly go w powietrze i blyskawicznie sciagnely pod wode.
Kraken rownie szybko, jak sie pojawil, tak zapadl ze swoja ofiara w otaczajace glebiny. Na lodzi struchlali marynarze bali sie odetchnac. Noc potegowala wrazenie tego, czego byli swiadkami. Dlugo nasluchiwali, czy nie pojawi sie ponownie, bezradnie szukajac w lodzi czegos, co mogloby sluzyc do obrony. Niestety, nic nie znaleziono.
Dopiero kiedy nadszedl swit, odetchneli. Kolejnej jednak nocy spektakl powtorzyl sie. Kalamarnica znowu pojawila sie przy lodzi i sciagnela z niej nastepnego rozbitka. Na nic zdala sie opor trzymajacego sie kurczowo lawki. Macki zacisniete na ofierze bez trudu poderwaly go w powietrze, uniosly go do gory, a nastepnie wciagnely pod wode...
W pare dni pozniej rozbitkow dostrzegl przeplywajacy nieopodal statek hiszpanski. Kiedy zblizono sie do lodzi, dostrzezono na niej juz tylko trzech, konajacych ludzi. Jeden z nich, porucznik Cox, spisal pozniej cale zdarzenie. swiadectwem, ktore potwierdzalo wiarygodnosc opowiesci, byly liczne na ciele rany po mackach morskiego monstrum.